Pisane i malowane do szuflady

Rozmowy śniadaniowe. Odcinek 2

Skoro dzisiaj na blogu przepis na śniadanie, to musi się również pojawić, krótki tekst o śniadaniu właśnie.

Pisany oczywiście do szuflady 😉

Sufitowe śniadanie

Pewnego sobotniego poranka, tata postanowił zrobić swoim dziewczynom niespodziankę i samodzielnie przygotować śniadanie. Nie pozwolił nikomu wchodzić do kuchni. Zapytał tylko, na co mają ochotę jego trzy kobiety, a że zdania były podzielone, musiał przygotować naleśniki i jajka sadzone. Wszystko sobie naszykował: jajka, mąkę, mleko, świeże bułeczki, po które wcześnie rano pobiegł do sklepu, masełko, pyszną wiśniową konfiturę.
To był jego przepis, na najlepsze śniadanie na świecie.
Ciasto na naleśniki wyszło mu gładkie o idealnej konsystencji do smażenia. Wyjął dwie patelnie. Jedną na naleśniki a drugą na jaja sadzone. W smażeniu naleśników tata nie miał sobie równych. Nie odwracał ich łopatką, tylko podrzucał w powietrzu, aby wylądowały z powrotem na patelni, na nieusmażonej stronie. Wszystko szło sprawnie i zgodnie z planem.
W pewnym momencie do kuchni wpadły domowe koty: Rózia i Syriusz. Zrobiły ogromne zamieszanie swoją zabawą w polowanie. Rózia na parapet, Syriusz za nią. Rózia pod stół, Syriusz za nią. Hałasowały przy tym ogromnie. Rozkojarzyły znakomitego kucharza, że podrzucał patelniami bez kontroli.
Jednak ostatecznie, po przegonieniu kotów, wszystko skończyło się prawie dobrze. Tata tylko źle policzył jajka, bo na patelni zamiast czterech znajdowały się trzy. Szybko wbił brakujące jajo i zadowolony z siebie zawołał swoje dziewczyny.
Mama zdążyła nawet już umyć włosy. Ułożyła je starannie, bo miała tego dnia spotkanie ze swoimi koleżankami. Wyglądała naprawdę ładnie.
– Śniadanie podano! – zawołał wesoło tata
– Dziękujemy i smacznego! – odpowiedziały dziewczyny chórem
– Ale wszystko jest pyszne… – mruczała przy jedzeniu mama.
– Dla mojej ślicznej żonki wszystko – słodził dalej tata
Nagle dało się usłyszeć dziwne plaśnięcie i krzyk mamy. Otóż na jej głowie coś wylądowało, jakby spadło z nieba. Twarz i włosy mamy były całe w jajku.
– Mama ma jajko na głowie! – krzyknęła Stefcia.
– To nie moja wina – dorzuciła zaraz Tola, która ma szczęście do różnych takich wypadków
– Mama ma wielkie jajko na głowie! – powtórzyła Stefcia, jakby nie wierząc do końca w to co widzi.
Mama pobiegła do łazienki, aby zdjąć sobie z włosów pyszne sobotnie śniadanie. Wróciła za jakiś czas w turbanie z ręcznika na głowie, bo bez ponownego mycia włosów się nie obyło.
– No to może teraz, KTOŚ mi wytłumaczy co tu się właściwie stało?! – powiedziała mama, z naciskiem na słowo KTOŚ, mając oczywiście na myśli tatę.
Tata czerwony jak burak wydukał w końcu:
– Chyba zamiast naleśnika, podrzuciłem do góry jajko, a ono przykleiło się do sufitu. I wybrało akurat twoją śliczną główkę na lądowanie. Czyż to nie zabawne? – tata próbował się podlizać mamie.
– Oj bardzo zabawne – powiedziała mama z groźną miną i patrząc na poplamiony od jajka sufit dodała – A teraz ja się trochę pośmieję, jak będziesz całą sobotę malował kuchenny sufit! I to bez nakrycia głowy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *