Przepis na dzieci,  Różności

Rozmowy śniadaniowe. Odcinek 1

Rozmowy śniadaniowe

“Rozmowy śniadaniowe” to seria krótkich opowiadań, o tym jakie rozmowy toczą się w pewnej rodzinie przy śniadaniu. Nie jest to moja rodzina, aczkolwiek też królują w tym domu dwie dziewczynki i nie ukrywam, że moje córki są inspiracją dla postaci Stefci i Toli. Jest to część tekstów, które piszę sobie już od jakiegoś czasu i wkładam do szuflady. Teraz nie będę się już kurzyły tylko zobaczą światło dzienne.

Pierwszy dzień w szkole

Był ostatni dzień wakacji i Stefcia straciła apetyt. Siedziała zamyślona przy śniadaniu i mimo, że tego dnia były jej ulubione naleśniki, nie chciała ich nawet spróbować. Tola jej starsza siostra zjadła za to podwójną porcję.
– Stefciu, proszę zjeść śniadanie! – odezwała się w końcu mama.
– Nie mogę mamusiu. Coś nie mam apetytu.- odpowiedziała Stefcia.
– A co się stało, że moja mała księżniczka, dziś jest taka wybredna – zapytał tata.
– Jutro mam iść pierwszy raz do szkoły i trochę się boję – po chwili przyznała się Stefcia.
– W szkole jest okropnie, a w szatni mieszkają duchy. Uhuuu Uhuuu Uhuuu… – zaczęła wygłupiać się Tola.
Jednak Stefci to wcale nie rozbawiło, wręcz odwrotnie. Zrobiła wielkie oczy, które pytały, czy naprawdę w szkole coś straszy.
– Tola, nie strasz siostry. Jak ty szłaś do pierwszej klasy nikt sobie z ciebie nie żartował, a też się denerwowałaś – trochę zezłościła się mama.
– To może my teraz postraszymy Tolę, że opowiemy jej koleżankom o małym wakacyjnym wypadku w basenie, kiedy sznureczek od góry kostiumu się rozwiązzz… – tata nie skończył, bo Tola zasłoniła mu usta.
Wszyscy się roześmiali, nawet Stefcia. Jednak po chwili wróciła do tematu szkoły.
– Tato, a ty się bałeś iść pierwszy raz do szkoły?
– Nie pamiętam. Raczej nie. Nie byłem tylko zadowolony, że twoja babcia ulizała mi strasznie grzywkę, żebym wyglądał na grzecznego. Na szczęście szybko wszyscy się przekonali, że ta grzywka to tylko pozory- tata puścił do Stefci oko.
– Mamo, a jaki był twój pierwszy dzień w szkole?
– Ja dla odmiany, pamiętam go bardzo dokładnie, mimo iż było to bardzo dawno temu. Nie było wtedy dinozaurów, tak jak pewnie myślicie – dziewczynki wybuchnęły śmiechem – ale było na pewno inaczej niż teraz. Miałam na sobie białą bluzeczkę ze sztywnym kołnierzykiem, granatową spódniczkę, którą uszyła mi moja babcia i za duże buty.
-Dlaczego miałaś za duże buty? – zapytała Stefcia.
– Tylko taki rozmiar był dostępny w sklepie, bo musicie wiedzieć, że kiedyś nie można było kupić wszystkiego co się chciało. Często półki sklepowe były puste, lub stało się w długich kolejkach, na przykład, aby kupić banany. Ciężkie to były czasy. Wracając jednak do butów, to została w sklepie jedna para szkolnych bucików i nie było wyjścia. Musiałam chodzić w za dużych butach. Wyglądałam w nich jak kaczka. Pierwszego dnia w szkole pani kazała mi usiąść w ławce z rudą dziewczynką, która miała minę jakby zjadła cytrynę. Wcale mi się nie podobała, bo kiedy się do niej delikatnie uśmiechnęłam, ona uśmiechu nie odwzajemniła. Potem było jeszcze gorzej. Pani kazała po kolei wychodzić wszystkim na środek sali, by opowiedzieli coś o sobie. Kiedy szłam pod tablicę, potknęłam się przez te za duże buty i upadłam jak długa. Wszyscy zaczęli głośno śmiać się ze mnie. Następnie przyszła kolej na moją sąsiadkę z ławki. Jej chód był bardzo dziwny, wykrzywiała nogi na wszystkie strony jakby nie mogła złapać równowagi. Znowu wszyscy się śmiali. Na przerwie nikt nie chciał się z nami bawić, więc byłyśmy z Rudą skazane tylko na siebie. Siedziałyśmy ze spuszczonymi głowami i wtedy zauważyłam, że mamy takie same buty. „Wiesz, mam za duże buty, dlatego się przewróciłam” odezwałam się pierwsza. „A ja mam dla odmiany za ciasne buty i strasznie mnie bolą nogi przy każdym kroku” odpowiedziała Ruda. „To może spróbujemy się zamienić?” zaproponowałam. To był naprawdę genialny pomysł. Okazało się, że moje buty były idealne dla Rudej, a jej buciki były idealne dla mnie. Od tamtej chwili byłyśmy już z Rudą nierozłączne. Przyjaźnimy się do dzisiaj. To wasza ciocia Kasia.
– Ale fajna historia – powiedziała Tola – Jak ciocia Kasia będzie u nas, to muszę zapytać czemu już nie ma rudych włosów.
– To już historia na inną opowieść – zaśmiałam się – Zatem widzicie, że mój początek w szkole był trudny, ale potem było już coraz lepiej.
Stefcia jakiś czas się nie odzywała. Dała łyczka kakao, uśmiechnęła się do siebie i zjadła całe śniadanie. Podeszła potem do mamy i zapytała:
Mamo, kupisz mi za duże buty do szkoły?

 

Obrazek pobrany tutaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *